Autor: Agata Piechowska

„Zaczarowane Wzgórze” – niezwykły pomysł na życie

Artykuł, który ukazał się w półroczniku Akademii Ignatianum w Krakowie, nr 2/2016 (17), str. 23.

Mgr Agata Piechowska – Koordynator Akademickiego Biura Karier Akademii Ignatianum w Krakowie

Turystyka regionalna, w tym agroturystyka cieszy się w Polsce rosnącą popularnością. Rodzice coraz częściej organizują swoim pociechom atrakcje na wolnym powietrzu, z dala od zgiełku miasta, w kontakcie z przyrodą. Sami z zainteresowaniem poznają tajniki hodowli zwierząt czy produkcji domowego jedzenia opartego na regionalnych produktach. Połączenie tych trendów z pasją do jazdy konnej oraz chęcią dzielenia się wiedzą i umiejętnościami z dziećmi i z dorosłymi doprowadziło do powstania magicznego miejsca położonego zaledwie 30 km od Krakowa. Na szerokich łąkach z widokiem na Pogórze Wielickie i Beskid Wyspowy znajduje się ośrodek pełen koni, ptaków, kóz, owiec, w którym goście w każdym wieku mogą spędzić niezapomniane chwile. Założycielkami tego miejsca są Agnieszka Grochal-Gil i Barbara Draus, często zatrudniające studentów i absolwentów Ignatianum jako wychowawców i animatorów zabaw.

 

Agata Piechowska (ABK Ignatianum):  Zaczarowane Wzgórze to miejsce, które powstało z pasji”, to pierwsze zdanie na Państwa stronie internetowej, kiedy ta pasja się narodziła?

Zaczarowane wzgórzeAgnieszka Grochal-Gil: Pasja ta narodziła się bardzo dawno, w dzieciństwie. I  teraz, jak tak sobie pomyślę, to wszystko co w życiu robimy, wszystkie kroki, które stawiamy w życiu, jeżeli mamy mocno zakorzenioną pasję, to te kroki układają się tak, że idziemy właściwą drogą. Miłość do koni była we mnie od dziecka, kiedy to godzinami mogłam siedzieć i je obserwować ale dopiero wiele lat później, za pierwsze zarobione pieniądze, pierwszą regularną pensję wykupiłam sobie lekcje jazdy konnej a po roku pracy kupiłam pierwszego konia.

A.P.:  Jestem pod wrażeniem Pani determinacji.

A.G.-G.: Nie jestem osobą, która robi wszystko za wszelka cenę, ale to tak jakoś składała się w moim życiu, że wszystkie osoby, które w życiu spotkałam, z którymi połączyła mnie nić przyjaźni, to były właściwe osoby, które mi pomogły w dążeniu do celu a wszystkie moje pasje które rozwijałam, decyzje które podejmowałam, gdzieś to wszystko pracowało na spełnienie marzeń o „Zaczarowanym Wzgórzu”.

Zawsze chciałam mieć takie miejsce, gdzie będę mogła przyjmować gości, gdzie będę patrzyła jak pasą się moje konie i gdzie będzie taka atmosfera, że jak ktoś raz przyjedzie, to będzie chciał wrócić.

Fot. E.Janicka / archiwa "Zaczarowanego Wzgórza"

A.P.: Skąd przyszedł pomysł aby stworzyć miejsce łączące agroturystykę z nauką?

A.G.-G.: Miejsce to powstało dosyć spontanicznie, współpracowałyśmy jeszcze w Krakowie, mając tylko niedużą stadninę, z ośrodkiem „U Siemachy”. Dyrektor tego ośrodka wpadła na pomysł aby wykorzystać ziemię kupioną przez mnie i moją koleżankę Basię w Czasławiu aby zabrać podopiecznych ośrodka na obóz pod namioty. Tu była łąka z kwiatami i trawą po pas, z Krakowa przywieźliśmy 2 konie. Własnymi rękami, w miarę własnych skromnych środków finansowych, zbudowaliśmy wiatę i stajenkę na te dwa konie. Cudem udało nam się wszystko tak spiąć, że te wakacje dla wychowanków „U Siemachy” były sporym sukcesem. Fundacja współpracuje z nami po dziś dzień i co wspaniałe, pojawiają się u nas dzieci, które były u nas 11 lat temu na obozie i teraz jako dorośli wracają kierowani miłymi wspomnieniami.

Po tych pierwszych wakacjach myśleliśmy o zabraniu koni z powrotem do Krakowa ale ktoś podarował nam kozę, ktoś koguta, dokupiliśmy jeszcze jednego konia, zrobiliśmy ławy do biesiadowania. Utrzymanie całości przez tą pierwszą zimę było możliwe dzięki ogromnemu zaangażowaniu studentki Ignatianum, która wówczas nie w charakterze pedagoga, ale po prostu jako nasz pracownik została tu i opiekowała się tym naszym poczatkującym gospodarstwem. Potrzebowała ona wówczas bardziej kontaktu ze zwierzętami, niż z ludźmi, pracowała więc jako gospodarz całego tego miejsca, wniosła dużo dobrego do rozwoju Zaczarowanego Wzgórza.

Potem ktoś znajomy zorganizował u nas obóz dla grupy dzieciaków, zaczęliśmy też współpracować z grupami niepełnosprawnych, którym kontakt ze zwierzętami przynosi szczególną radość. Dotknąć, nakarmić tę kozę czy kurę, to wiele wnosi do ich rozwoju, dobrego samopoczucia. Jak dodamy do tego dużo pozytywnej energii, szerokie łąki, piękne widoki, ognisko w znajomym gronie, tak naprawdę niczego więcej do szczęścia nie potrzeba.

Powoli, z roku na rok rozwijaliśmy to miejsce. Pojawiło się więcej koni i innych zwierząt oraz zaczęliśmy iść w kierunku edukacji ponieważ odkryliśmy że cieszy nas układanie scenariuszy opartych na naturalnym rytmie przyrody, podzielonych na 4 pory roku.

A.P.: I wówczas nawiązali Państwo współpracę z okolicznymi przedszkolami i szkołami oferując warsztaty oparte na tym podziale.

A.G.-G.: Tak, te warsztaty ukazują piękno i różnorodność każdej pory roku. Najwięcej gości przyjeżdża do nas w okresie wiosenno-letnim, ale również okres wczesnej wiosny, Wielkanocy to ciekawa oferta na temat obyczajów wielkanocnych, w grudniu warsztaty bożonarodzeniowe, Mikołajki. Wcześniej, jesienią organizujemy święto pieczonego ziemniaka, listopad to czas na święto dyni, warsztaty kulinarne oparte na różnorodności jesiennych produktów rolnych.

Staramy się organizować edukację w wesoły, atrakcyjny dla dzieci sposób, a jednocześnie inwestujemy w nowoczesne pomoce edukacyjne. Tablice edukacyjne, różne przyrządy, lupy, mikroskopy aby dzieci mogły samodzielnie zebrać roślinę i popatrzeć na nią z bliska. Chociaż przyznaję, ze często wystarczają im małe grabki czy łopatka i grzebanie w pobliskim wąwozie w poszukiwaniu naturalnych skarbów i są tym tak zaciekawione, że aż miło patrzeć na to ich zaangażowanie. U nas dzieci nie mają telewizora, komputerów a telefony komórkowe są im wydawane tylko na krótką poobiednią przerwę, aby mogli zadzwonić do rodziców. Na początku pobytu dzieci często stwierdzają ze są za dorosłe na te zabawy ale wystarczy chwila i zapominają o elektronicznych gadżetach angażując się w nasze zajęcia na sto procent. Nasi instruktorzy nieustannie uczestniczą w różnych kursach, tak aby poszerzać ofertę zajęć, również tych na czas deszczu, w zamkniętych pomieszczeniach, kiedy to na głównej sali lub w świetlicy dzieci ćwiczą równowagę na dużych piłkach i innych przyrządach, co jest m.in. przydatne w nauce jazdy konnej. Oferujemy im także możliwość jazdy konnej oraz tzw. wszechstronną praktykę stajenną, w trakcie której poznają zasady obchodzenia się z końmi. Organizujemy warsztaty plastyczne, też z wykorzystaniem naturalnych produktów.

A.P.: Zaczarowane Wzgórze powstało za dotknięciem zaczarowanej różdżki, wszystko pojawiało się i od razu był sukces, czy też były okresy niepewności?

A.G.-G.: (śmiech) Patrząc z zewnątrz, można pomyśleć, że to sprawa zaczarowanej różdżki, ale to nie do końca tak jest. Wtopienie się w okolicę zajęło nam parę lat. Początkowo miejscowi patrzyli na nas podejrzliwie, nazywali Wzgórzem Czarownic. Ale dzięki ofercie babskich wieczorów, skierowanej głownie do kobiet mieszkających w okolicy, udało nam się trafić do ich serc.

Tak naprawdę to  nie jest różdżka, to jest 16 godzin pracy na dobę, ciągła gotowość do tej pracy. Ja zasypiam z myślą o tym miejscu i budzę się z myślą o nim, ale ja kocham tą moja pracę, jest moją pasją i moimi marzeniami i to daje mi energię do działania. Patrzę na to miejsce przez pryzmat nie niedokończonych rzeczy, ale przez pryzmat tego co już udało mi się osiągnąć.

Jestem zwolennikiem wizualizacji. Uważam, że wszystko rodzi się w głowie i potem trzeba tylko umiejętnie kierować swoimi krokami aby osiągnąć ten cel. Bez wątpienia udało mi się spełnić ogrom moich marzeń, dziękuję bardzo Bogu, że tak jest.

A.P.: Zaczarowane Wzgórze to oprócz 25 koni, gospodarstwa agroturystycznego, również świetna kuchnia. Jest to element Pani doświadczenia zawodowego wyniesionego z poprzedniej pracy i jednocześnie coś, co łączy Panią z Ignatianum.

A.G.-G.: Tak, po skończeniu studiów ekonomicznych, jeszcze na ostatnim roku, tuż przed obroną, zaczęłam pracować jako menedżer w jednej z krakowskich restauracji. Moja mama całe życie była szefem kuchni i wiedząc jaka to ciężka praca, chciała dla mnie innego zawodu. Marzyła aby jej dziecko siedziało np. w banku w eleganckim mundurku, ale silniejsze okazały się geny i to co wyssałam z mlekiem matki, mimo tytułu magistra ekonomii zaczęłam pracę w gastronomii. Gdy w Ignatianum szukano osoby do prowadzenia kawiarni, złożyłam swoją aplikację i po rozmowie zostałam przyjęta. Prowadziłam Veni parę ładnych lat, naprawdę lubiłam to miejsce, panująca tam atmosferę i do tej pory mam dużo znajomości z tego okresu. Praca ta dawała mi to bardzo dużo satysfakcji.

A.P.: Oprócz kulinarnej współpracy coś jeszcze łączy Panią z Ignatianum

A.G.-G.: Studentki, absolwentki Ignatianum pracujące na Zaczarowanym Wzgórzu. Przede wszystkim jesteśmy gospodarstwem edukacyjnym, należymy do Ogólnopolskiej Sieci Zagród Edukacyjnych. Dwa lata temu dostaliśmy nagrodę Urzędu Marszałkowskiego, II miejsce jako najlepsze gospodarstwo edukacyjne w Małopolsce, co było dużą zasługą osób, z którymi współpracujemy, m.in. studentek z Ignatianum. Te dziewczyny to bardzo kreatywne, pełne pasji osoby. Ja się osobiście bardzo dużo od nich nauczyłam. Umieją przygotowywać scenariusze zajęć i pracować wg nich, nie idą „na żywioł”, jednocześnie zawsze mają w rękawie jakiegoś asa, szybko odczytują nastroje wśród dzieci i jeżeli jedna zabawa się znudziła, to momentalnie są gotowe zaoferować coś nowego swym podopiecznym.

Do tej pory utrzymuję kontakt z Państwa absolwentkami, które pomagały mi na początku istnienia „Zaczarowanego Wzgórza” i wciąż nawiązuję współpracę z nowymi.

A.P.: Bardzo się cieszę słysząc takie słowa.

A.G.-G.: Tak. Kolejne pokolenia studentek z Ignatianum są na Zaczarowanym Wzgórzu bardzo mile widziane ponieważ zawsze przynoszą ze sobą pokłady kreatywności i zaangażowanie w swoją pracę.

A.P.: Czym muszą charakteryzować się osoby, które chciałyby u Państwa pracować, co decyduje o przyjęciu do pracy?

A.G.-G.: Muszą mieć pasję, radość i muszą chcieć. To nieważne czy jest to zbieranie znaczków, jeździectwo, taniec  czy tresowanie kury. Niezależnie czy ktoś jest przyrodnikiem czy pedagogiem, ważne żeby był prawdziwy w tym co robi, bo taka osoba potrafi tą pasją zarazić innych.  Zaangażowanie, pasja i otwarcie na nowości, to jest to coś czego szukam u kandydatów do pracy.

Obecnie mamy 6 pracowników stałych oraz około 10 współpracowników na sezon. Są to osoby, na które zawsze możemy liczyć, w nocy o północy, nieważne. Zawsze są gotowi pomóc i tak samo ja staram się być szefową, która pracuje razem z nimi, a nawet więcej. Staram się być asertywna a jednocześnie mieć serce na dłoni. Pracownicy zawsze mogą na mnie liczyć, tak jak ja na nich. Deleguję obowiązki w zależności od specjalizacji moich pracowników: tablice edukacyjne z przyrody wybiera leśnik, kosiarkę wybiera pracownik dbający o nasze tereny zielone. Po prostu oni są specjalistami, więc oni podejmują decyzję. Ja im ufam.

Relacje są przyjacielskie ale nigdy nie zapominam, że to na mnie spada główna odpowiedzialność. Staram się pod tym kątem rozwijać, ostatnio przeczytałam podręcznik o szmaragdowym zarządzaniu.

A.P.: Należy stale się dokształcać, zapoznawać z trendami...

A.G.-G.: Oczywiście! Młodzi ludzie muszą pamiętać, że to nie jest tak, że im się wszystko należy. Nie. Na wszystko trzeba zapracować. Trzeba dużo z siebie dać, inwestować w samorozwój. Angażować się w pracę, niezależnie czy jest o praca na własny rachunek czy najemna, dla pracodawcy.

Wszyscy mamy równy start. Czasem słyszy się jak młodzi ludzie narzekają, że temu rodzice dali pieniądze, temu kupili samochód i dlatego on ma lepiej. To nie tak, nie to jest najważniejsze. Mi rodzina dała ogromna miłość, wsparcie i wiarę we mnie. Życzę każdemu aby miał taką rodzinę lub takiego partnera, współmałżonka, osoby na które może liczyć. To podstawa sukcesu. Każdy cel można osiągnąć przy własnej determinacji i wsparciu bliskich.

A.P.: Poza tym wspaniałym pomysłem na organizację Zaczarowanego Wzgórza muszą Państwo sprostać wielu wymogom formalnym.

A.G.-G.: (śmiech) O tak, tego jest naprawdę sporo. Zgody z kuratorium, sanepidu, od straży pożarnej… trzeba być systematycznym i pamiętać o wszelkich wymogach ponieważ przez jedno zapomniane zezwolenie, przedawniony odbiór kominiarski, można sobie narobić problemów. Ale jest to do ogarnięcia i prawda jest taka, ze dużo lepiej śpię , gdy wiem że wszystko jest zgodnie z wymogami, to znaczy że zrobiłam wszystko dla zapewnienia bezpieczeństwa moich gości i do sprawnego funkcjonowania tego miejsca.

A.P.: W organizację Zaczarowanego Wzgórza zaangażowane są dwie rodziny. Pani i koleżanki.

A.G.-G.: Głównym mózgiem i sercem jestem ja i Basia, ale przy ogromnym wsparciu naszych rodzin, mężów, rodziców. Jak tylko jest potrzeba to mama smaży setki naleśników dla gości, tata przyjdzie cos pomalować, druga mama dba o nasze rośliny, ogród.

A.P.: Państwa oferta jest dla dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym ale tez pojawiła się oferta dla dorosłych.

A.G.-G.: Oferujemy organizację pikników dla firm, dla rodzin, imprez dla dorosłych, wesel, komunii. Ale w okresie wiosenno-letnim zdecydowanie najwięcej współpracujemy z dziećmi.

A.P.: Co jest trudniejsze? Organizowanie zajęć dla dzieci czy dla dorosłych?

A.G.-G.: To są zupełnie odrębne sprawy. Bo dzieci potrzebują przestrzeni, śmiechu, jest większa odpowiedzialność, gdy się bierze pod opiekę grupę dzieci.

Dorośli często przyjeżdżają po prostu aby się zrelaksować. Ale im też trzeba ułożyć tę rozrywkę, zaplanować coś śmiesznego, jakieś zabawy.

W tej pracy ogromnym sukcesem dla mnie jest to, jak wiosną wyjeżdża ode mnie wycieczka i prosi o zapisanie w kalendarzu na jesień, jak po pobycie na obozie jednego dziecka, w następnym roku przyjeżdża jego młodsze rodzeństwo, kuzyni. To daje ogromną satysfakcję, to najlepsze uznanie.

A.P. Jaka jest Pani wskazówka dla młodych ludzi, którzy kończą studia i nie wiedzą, jak dalej kierować swoim życiem zawodowym?

A.G.-G.: Zastanów się, co chcesz robić i zacznij to robić. Niezależnie od ukończonych studiów należy kierować się pasją i wewnętrzną radością a przy tym ciężko pracować, dążyć do celu skupiając się na tym, co chcemy w życiu robić.

Może gdybym poszła, zgodnie z kierunkiem studiów, do pracy w banku, spędzałabym więcej czasu w domu, miałabym zagwarantowane dni urlopowe i pewnie tez żyłoby się dobrze. Ale z pewnością nie byłabym taka dumna ze swoich dokonań. Uważam, że trzeba próbować, podejmować wyzwanie do realizacji swoich marzeń, bo jeżeli kiedyś Pan Bóg powie, ze to już koniec mojej drogi, to będę wiedziała, że robiłam rzeczy, które przyniosły mi satysfakcję i które były doceniane przez innych.

I trzeba kochać ludzi, naprawdę, to jest bardzo ważne. To na pewno jest różnie w zależności od tego, jaki wybierzemy zawód, ale zawsze gdzieś ci ludzie się przewijają, jako goście, jako klienci, współpracownicy. Trzeba być szczerym wobec ludzi i prawdziwym w tym co się robi.

A.P.: Dziękuję za inspirującą rozmowę.

 

 

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej polityce prywatności.